Ale w końcu wzięłam się za niego . Na dworze upał , żar z nieba się leje więc z miłą chęcią zaszyłam się w chłodnej ( brudnej ;P) piwnicy.
Tak moje cudo wyglądało przed :
Zaczęłam od opróżnienia szuflady i wymycia całego stołu z kleistego brudu fu ! a potem najgorsze szlifierka w ruch i... szlifowałam, szlifowałam szlif.......... Zajęło mi to sporo czasu ponieważ po za blatem reszta była malowana wg mnie farbą olejną ( koszmar)
później zostało najprzyjemniejsza chwila - malowanie.
Zajął miejsce mojego starego stołu




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz